Restauracje i kawiarnie przyjazne dzieciom – dwie perspektywy

Od kiedy urodziłam dzieci zaczęłam doceniać restauracje i kawiarnie, które dbają o komfort rodziców i dzieci oferując przy tym ciekawy wystrój, miłą atmosferę, smaczne jedzenie i pyszną kawę. Dużo rozmawiam z rodzicami, ale też z właścicielami restauracji i kawiarni. Dzisiaj wiem, jak bardzo, jako rodzice, jesteśmy trudnymi klientami, jak duże mamy wymagania. Z drugiej strony […]

Od kiedy urodziłam dzieci zaczęłam doceniać restauracje i kawiarnie, które dbają o komfort rodziców i dzieci oferując przy tym ciekawy wystrój, miłą atmosferę, smaczne jedzenie i pyszną kawę. Dużo rozmawiam z rodzicami, ale też z właścicielami restauracji i kawiarni. Dzisiaj wiem, jak bardzo, jako rodzice, jesteśmy trudnymi klientami, jak duże mamy wymagania. Z drugiej strony też zdaję sobie sprawę, jak wiele rzeczy odpuszczamy (ze zmęczenia, wygody, luzu – powód nie jest ważny). Chcę, by miejsca przyjazne rodzinom istniały i z przykrością patrzę, gdy fajne miejsca są zamykane. W wyniku obserwacji oferty skierowanej do rodziców i prowadzonych rozmów stworzyłam dwie listy podsumowujące ich wyniki:

  • 10 rzeczy, które najczęściej zawodzą rodziców w restauracjach i kawiarniach przyjaznych dzieciom,
  • 10 zachowań, przez które właścicielom i menedżerom restauracji oraz kawiarni przyjaznych dzieciom może się przestać chcieć inwestować.

Jakie będą Wasze wnioski po przeczytaniu tego tekstu? – jestem bardzo ciekawa.

Z JEDNEJ STRONY…

Kiedy czytamy blogi opowiadające o sielance rodzicielstwa, oglądamy w  telewizji filmy czy wywiady, które dowodzą, że nie trzeba po porodzie rezygnować z życia towarzyskiego i czytamy strony www restauracji przyjaznych dzieciom, rośnie w nas chęć wyjścia z domu. Gdy zajeżdżamy do restauracji lub kawiarni z ofertą dla rodzin z dziećmi czasem czujemy zawód, ale swoimi spostrzeżeniami nie dzielimy się z właścicielami osobiście, bo nie mamy ku temu okazji. Co mogą restauratorzy robić lepiej? O co mogą zadbać bardziej wg rodziców? Oto 10 rzeczy, które najczęściej zawodzą rodziców w restauracjach i kawiarniach przyjaznych dzieciom, które do tej pory usłyszałam w rozmowach (i swymi obserwacjami potwierdzam):

  1. OKRUCHY, KURZ I BRUD

    W niektórych lokalach kąciki dziecięce są sprzątane rzadko i niedokładnie, na podłodze zalegają okruchy, piasek, a najczęściej kurz. W niektórych lokalach zabawki są „umalowane” pozostałościami obiadów, co jest dowodem na to, że nawet jeśli kącik jest sprzątany, zabawki nie są myte (nie wspominając już o tym, że mogłyby być od czasu do czasu dezynfekowane).

  2. NIEKONSEKWENCJA

    W miejscach, w których  przygotowana jest dodatkowa oferta dedykowana dzieciom warto wprowadzić zasady korzystania z dostępnych atrakcji, by służyły restauracji i jej gościom jak najdłużej. Natomiast jeśli się widzi, że dzieci lub rodzice przyjęte zasady łamią można, a nawet powinno się zwrócić im uwagę. Dzieci szybko wyłapują z pozoru jednostkowe odstępstwa od reguł i szybko przyjmują je za obowiązującą normę. Nie można dzieci zostawiać bez opieki?  – zawołajmy rodzica by towarzyszył dziecku. Nie można wchodzić poniżej trzech lat? Zwróćmy opiekunowi uwagę, że to ze względu na bezpieczeństwo. Kącik jest dla raczkujących maluchów? Poprośmy skaczących uczniów o przejście w bardziej odpowiednie miejsce, by maluchy były bezpieczne. Nie można wchodzić w obuwiu? – przypomnijmy, dlaczego jego zdejmowanie jest ważne.

  3. NIEDOSTOSOWANA POWIERZCHNIA

Zimne kafelki na podłodze w kąciku dla maluszków nie zachęcają rodziców do posadzenia dziecka przy zabawkach. Wystarczy jednak na kafelkach położyć piankową matę podłogową, która da się w razie potrzeby poskładać (i co ważne umyć), by niewielkim kosztem rozwiązać problem. Kącik zlokalizowany między barem, a drzwiami do toalety, budzi wątpliwości higieniczne i zapachowe, ale również powoduje obawę, że maluch (nigdy nie siedzący nieruchomo) zostanie oblany gorącą kawą czy zupą.

4. ZANIEDBANE ZABAWKI

Dzieci są najbardziej pomysłowymi testerami zabawek, dlatego warto ich mieć mniej za to niech będą dobrane dla różnych grup wiekowych (a kryterium niech będzie ich jakość i trwałość). Jeśli coś się popsuje niech zostanie wyrzucone, a nie codziennie na nowo przez dzieci wyjmowane.

Jeśli nie ma w planach wymiany baterii w zabawkach nie nie ma potrzeby umieszczania ich w kąciku dla dzieci. Baterie szybko się rozładują, bo zabawka nie zawsze będzie wyłączana po zabawie i będzie też często używana. Wymiana baterii to regularny koszt więc warto go przemyśleć, by nie sprawiać zawodu maluchom dając im niedziałającą zabawkę.

Gdy chwalimy się, że w naszym lokalu jest ogromna tablica, niech będzie i kreda do rysowania (najlepiej niepyląca, ale to już wyższy poziom wtajemniczenia). Jeśli natomiast dostępne są kredki niech będą zatemperowane i niech papier lub kolorowanki dostępne będą w widocznym miejscu.

5. ZBIERACZE KURZU

Materiałowe dekoracje oraz maskotki, które cały rok zbierają kurz są często zmorą kącików dla dzieci. Nawet jeśli są prane najczęściej wyglądają zniechęcająco. Fakt, niektóre dzieci kochają pluszaki (np. moje!), ale zbierają one kurz, bakterie, brud i ich przytulanie przez dziesiątki dzieci każdego tygodnia nie jest wskazane.

 

6. UBOGIE MENU RODEM Z FAST FOODU

Frytki i nuggetsy z kurczaka oraz makaron z sosem pomidorowym nie są kulinarnym majstersztykiem i raczej każdy szef kuchni jest w stanie zaproponować dla dzieci coś bardziej wyrafinowanego.  Oczywiście są też inne rozwiązania. Można na przykład zaoferować małemu gościowi pół porcji dań z karty podstawowej. No i najważniejsze, można mieć ciekawe menu, a jeśli dziecko (bo to dziecko) uprze się przy frytkach, to można je zrobić nawet, jeśli ich nie ma w menu. Każdy kucharz będzie to potrafił.

W razie konieczności można też podać zupę bez wsypywania do niej zielonej pietruszki czy koperku, jeśli o to goście poproszą. Na wstępie niech restauracja i kawiarnie będą jednak ambitne i proponują dania ciekawe, smaczne i zdrowe. Takie, których rodzic nie zrobi sobie za 1/3 ceny w domu.  Sposób podania potrawy również jest bardzo ważny, bo dziecko w pierwszej kolejności patrzy i albo się w daniu zakocha, albo nie.

7. PRZEWIJAKI NA WŁASNE RYZYKO

Dostępność przewijaka, na którym można położyć dziecko do 4 kilogramów nie jest udogodnieniem dającym przestrzeń do zmiany pieluchy. Konstrukcja takich przewijaków dopuszcza wagę, którą niemowlę osiąga na bardzo wczesnym etapie swojego życia. Kilkumiesięczne dziecko waży dużo więcej, a nadal jeszcze nie chodzi i wymaga przewijania w pozycji leżącej. Jeśli lokal decyduje się na wydanie pieniędzy na przewijak warto poświęcić chwilę na wybór takiego, który nie będzie prowizorką, czy tylko ozdobą wiszącą na ścianie (której nie ma gdzie położyć). Niech służy restauracji i jej gościom bezpiecznie i długo. 

8 – ZABAWA OPATRZONA RYZYKIEM SKALECZENIA

Niebezpieczne elementy najczęściej pojawiają się w wyniku popsucia zabawek. Ostre zakończenia połamanych plastikowych przedmiotów odstraszają zarówno na wewnętrznych, jak i zewnętrznych placach zabaw. Lepiej je wyrzucić.  Podobnie jak lepiej schować kable od lampy lub od (moich znienawidzonych) płatnych, grających, świecących i bujających się maszyn. Często przedłużacze doprowadzające prąd do tych „atrakcji” leżą na środku i wcale nie trzeba się starać, by się o nie potknąć.

9. SMUTNY OBRAZ PO SEZONIE

Zaniedbywanie kącików dla dzieci i placyków zabaw w miejscach turystycznych poza sezonem to ogromna przykrość, jaka spotyka rodziców dzieci, które nie rozpoczęły jeszcze nauki w szkole. Rodzice Ci często wyjeżdżają na urlop z dzieciaczkami we wrześniu, październiku, a nawet w listopadzie. Udają się do chwalonych przez znajomych,”sprawdzonych miejsc” i spotyka ich zawód, bo choć kąciki dla dzieci są to nie zachęcają do zabawy. Można przecież po sezonie zepsute zabawki wyrzucić i zostawić standard minimum. Można też zamknąć kącik dając informację, ze czynny jest w sezonie. Restaurator nie naraża się wtedy na ryzyko, że jakieś dziecko zrobi sobie u niego krzywdę oraz na to, że rodzice uznają restaurację i jej ofertę za jakiś żart. Są też lokale, które na dzieci otwierają się wyłącznie w weekendy, ale przez cały tydzień nie straszą pozostałych gości bałaganem po weekendowych zabawach.

10. KELNERZY UDAJĄCY, ŻE DZIECKA NIE MA

Traktowanie dziecka jakby go nie było  wynika zapewne z wielu czynników. Pomocnym byłoby, gdyby kelnerzy zadbali o odpowiednią liczbę krzeseł dla dorosłych, ale też krzesełek dla dzieci. Pewnie wiele pracy by im nie przybyło, gdyby rekomendując posiłki dorosłym zaproponowali też coś ciekawego dla dziecka.  Miło jest, gdy wspomną klientom o atrakcjach, które mogą umilić dzieciom czekanie na posiłek (których można nie zauważyć na pierwszy rzut oka), np. o książeczkach, kolorowankach, czy innych rzeczach dostępnych na życzenie.

 

Wszystkie powyższe punkty stanowią zbiór najczęściej popełnianych błędów skumulowanych w jednym miejscu. Nie oznacza to, że w restauracjach i kawiarniach jest aż tak źle. Jest coraz więcej lokali, które się rozwijają wsłuchując się w potrzeby rodziców. Z tym, że nam-rodzicom też można wypunktować kilka rzeczy.

Z DRUGIEJ STRONY…

Niedoskonałości często nie są zależne wyłącznie od restauratorów, właścicieli kawiarni, czy obsługi. Kondycja lokali przyjaznych dzieciom w dużej mierze zależy od nas- rodziców i zasad jakich uczymy nasze dzieci. Jeśli nie chcemy, by te lokalne znikały to musimy nie tylko do nich chodzić, by zarabiały ;-), ale również szanować starania, które podejmują właściciele i menedżerowie, by spełnić oczekiwania nasze i naszych dzieci.  Co zatem może demotywować właścicieli lokali i złościć innych rodziców (lub bezdzietnych gości), którzy wspólnie z nami korzystają z takich miejsc? Oto 10 zachowań, przez które właścicielom i menedżerom restauracji oraz kawiarni przyjaznych dzieciom może się przestać chcieć inwestować:

 

  1. Nieprzestrzeganie OBOWIĄZUJĄCYCH zasad

Jeśli w kąciku dla dzieci obowiązuje zdejmowanie obuwia to poinformujmy o tym dziecko i dopilnujmy, by bawiło się w skarpetkach. Jeśli samo nie potrafi zdjąć bucików to mu pomóżmy. I… sami wybierając się w takie miejsce załóżmy czyste, świeże skarpetki, by nie wchodzić z piachem i błotem do dziecięcej przestrzeni. To nie żart. Bywam w restauracjach, kawiarniach (i teatrach) przyjaznych małym dzieciom często i wielokrotnie byłam świadkiem unikania przez rodziców zdjęcia butów. Ja wiem… ciężko się schylić, czasem jesteśmy po całym dniu w pracy, ale skarpetki są małe i lekkie i zawsze możemy zabrać ze sobą czystą, zapasową parę. Wiele razy widziałam, jak rodzic poddawszy się zdejmował buty i kulił palucha z wielką dziurą w skarpecie. 😉 Z jednej strony zabawne. Z drugiej jednak… Jeśli choćby raz wejdziesz w butach, nawet tylko po to, by zabrać dziecko – licz się z tym, że następnym razem przyjdziesz i może być zwyczajnie brudno. Wcale nie musi to być jesień czy zima i plucha byś miał brudne buty. Kurz i piach wycierany jest w wykładzinę w dziecięcych kącikach również latem.

Jeśli w kąciku obowiązuje zakaz picia i jedzenia  to nie wciskajmy dziecku przekąski do ręki i nie dawajmy soczku w czasie zabawy.

Jeśli jakaś strefa zabawy przeznaczona jest dla dzieci w określonym wieku to nie pozwalajmy korzystać swojemu dziecku będącemu w innym wieku. Roczniak w strefie dla starszaków jest tak samo niepożądany (mimo, że być może zachwycony nowymi możliwościami) jak starszak w strefie dzieci raczkujących. Przeszkadzają sobie wzajemnie w swobodnej i bezpiecznej zabawie.

Zadziwiające jest na jak wiele zachowań dzieci w przestrzeni publicznej, my rodzice potrafimy przymknąć oczy, dla pięciu minut spokoju…

2. UDAWANIE, ŻE RODZIC NIE WIDZI

Idziemy do restauracji zjeść i po to wybieramy lokal przyjazny dzieciom. W kawiarni chcemy z kimś porozmawiać i delektować się kawą. Jednak kącik zabaw nie zastąpi naszej czujności, a kelnerzy i kelnerki nie są etatowymi nianiami. Nie chodzi wyłącznie o to, by nasze dziecko nie zrobiło sobie krzywdy, ale też o to, by nie zrobiło krzywdy innemu dziecku. Przepychanki i spychanie dzieci ze zjeżdżalni to najprostszy przykład. Rodzice, którzy nie zwracają spychającemu uwagi to widok niemal codzienny. Reaguje zazwyczaj rodzic potencjalnie pokrzywdzonego. A powinny obie strony. I pamiętajmy, że dzieci należy mieć na oku nawet jeśli są uczestnikami zajęć z animatorką. Restauracja to nie przedszkole i nie powierza się dziecka opiece obcej osoby w 100%.

3. NIEDBAŁOŚĆ I BAŁAGAN

Rozgardiasz zazwyczaj dzieciom nie przeszkadza. Bawią się wyśmienicie w kreatywnym nieładzie a nawet mówiąc wprost w totalnym bałaganie. Jednak kącik zabaw to przestrzeń wspólna, w pewien sposób prezentująca restaurację i robiąca pierwsze wrażenie na wchodzących. Zatem wypada przypominać dziecku, by odkładało zabawki na miejsce. Tego uczą nawet w żłobku i przedszkolu. Wrzucenie ich do pojemnika przed wyjściem z restauracji zajmie jakieś 2 do 5 minut. Zaplanujmy ten czas. Dziecku złamała się kredka przy rysowaniu?  – zatemperujmy ją jeśli jest jak lub poprośmy o to kelnerkę. Jeśli nie będziemy tego robić następnym razem dziecko dostanie pojemnik z wszystkimi kredkami połamanymi, bo uwijające się jak w ukropie kelnerki (tak jest w obleganych lokalach) nie będą nawet miały szansy pomyśleć o tych kredkach w godzinach szczytu. Jeśli dziecko wyrwało stronę z książeczki oddajmy ją kelnerce – w wolnej chwili zostanie sklejona. Na koniec dnia kelnerka może znajdzie tę wyrwaną stronę, ale zanim odszuka z której pochodzi książeczki będzie już godzinę po swoim czasie pracy. Pewnie więc tego nie zrobi i książeczka zawsze już będzie bez części historii. Szanujemy zabawki, które są naszym dzieciom udostępnione. Nie wstydźmy się, jeśli coś się popsuło – to się zdarza.

4.BRAK TROSKI O HIGIENĘ

Myjemy ręce przed posiłkiem. Swoje i dzieci. To oczywiste.  A w restauracji z kącikiem zabaw myjmy ręce również po posiłku. Zabawki utytłane w jedzeniu wyglądają odpychająco, a wręcz przerażająco. Resztki ziemniaczków, mięska i sosu nadają zabawkom barw i nieznanej struktury stając się cudowną pożywką dla bakterii. Co gorsze takie zabawki najczęściej znajduje w kącikach dla najmłodszych (u starszych dzieci moje doświadczenia w tym względzie są znacznie lepsze). Jeśli natomiast bierzemy zabawkę do stolika to ją wytrzyjmy przed wyjściem i odstawieniem do kącika zabaw.

Dużym wyzwaniem też bywa toaleta. Dbajmy by dzieci wybrały się do niej odpowiednio wcześnie oraz by zostawiały ją czystą wychodząc. Mycie rąk po skorzystaniu z toalety jest absolutnie konieczne, by wszystkie zarazki nie zostały wytarte w zabawki.

5. NIEKONTROLOWANY HAŁAS

Wiadomo – dzieci bawią się na różne sposoby. Czasem konkurs na najgłośniejszy pisk staje się najzabawniejszą konkurencją na świecie. Czasem krzyk jest metodą, by kolega albo rodzic coś usłyszał na drugim końcu restauracji. Jednak… w lokalu oprócz nas jest wiele osób warto więc zwracać dziecku uwagę na to, że jego podniesiony głos przeszkadza innym.

6. ZABIERANIE ZABAWEK DO DOMU

Wydaje Wam się, że to się nie zdarza? OOOO zdziwilibyście się. Zabawki giną nagminnie. Małe duże, tanie, drogie, w całości lub rozkompletowane. Podobnie rzecz się ma w szpitalnych kącikach zabaw i w Poradniach Lekarskich.  Choć mam empatii w sobie za dwóch, to nawet kiedy dziecko zakocha się w zabawce bez granic, nie rozumiem, jak można pozwolić mu zabrać ją do domu lub zostawić w domu, gdy odkryjemy, że zabrało ją bez naszej wiedzy. To nauka na całe życie i od nas zależy, czego dziecko się nauczy.

7. NIEOSTROŻNOŚĆ DZIECKA

Coraz więcej restauratorów rozumie, że załoga w restauracjach przyjaznych dzieciom nie może być przypadkowa. Trzeba rozumieć, potrafić reagować i mieć oczy dookoła głowy. Niektóre lokale wysyłają nawet kelnerów i kelnerki na specjalne szkolenia, ale… uważność załogi nie zastąpi czujnego oka rodzica i ostrożności dziecka. Uczmy nasze dzieci, że powinny patrzeć przed siebie, gdy idą. Przypominajmy, że w restauracji nie biegamy, bo możemy wpaść na kelnera niosącego gorącą kawę, czy zupę jeszcze zanim wejdziemy do lokalu. Nie testujmy zręczności, czy refleksu załogi. Konsekwencje nie są tego warte.

8. SMARTFON PRZY STOLE

Restauracja to bardzo fajne miejsce na naukę zachowania przy stole. Nie jedzmy rodzinnego obiadu ze smartfnem w ręku. Rozmawiajmy z kelnerką uprzejmie, używajmy słów proszę i dziękuję, jeśli chcemy, by nasze dzieci w stosunku do nas i do innych zachowywały się tak samo. Dlaczego mają mamie dziękować za obiad, skoro mama za podany obiad nie dziękuje? A pomijając przyjemność z rodzinnego posiłku oraz naukę – rodzic ze smartfonem w ręku zwyczajnie nie pilnuje dziecka i reaguje z opóźnieniem na wszystko, co maluch robi.

9. Uważanie dobrych gestów za należące się wszystkim oczywistości

W niektórych restauracjach są nie tylko przewijaki, ale również pieluchy, nawilżane chusteczki.  Dobrze byłoby, gdybyśmy doceniali obie opcje, bo obowiązkiem w takich miejscach nie jest dostarczanie wyposażenia higienicznego rodzicom. Doceniajmy tym bardziej wszelkie dodatkowe gesty, bo podobnie jak zabawki, chusteczki i pieluchy potrafią wraz z torbami wychodzić z restauracji.

10. BRAK INFORMACJI ZWROTNEJ

Jeśli jakaś restauracja czy kawiarnia Wam się podoba nie szczędźcie dobrych i ciepłych słów. Lokale przyjazne dzieciom zakładają zazwyczaj ludzie z jakąś misją, którym zależy na rodzinnej, ciepłej atmosferze. Jeśli coś wymaga poprawy mówmy o tym uprzejmie, ale otwarcie.  Tylko wtedy możemy oczekiwać poprawy.

 

I to by było na tyle. Życzę i Wam i sobie, by prawdziwie przyjaznych rodzinom z dziećmi lokali było jak najwięcej i byśmy wszyscy potrafili z nich dobrze korzystać.

Listę restauracji z większymi i mniejszymi udogodnieniami dla rodzin z dziećmi znajdziecie TUTAJ, choć jest ona w trakcie uzupełniania to znajdziecie już lokalne m.in. z Warszawy i Trójmiasta. Podobnie jest z kawiarniami, które odnajdziecie robiąc jeden KLIK.  Chętnie też poznam lokale, których jeszcze nie ma w zestawieniach więc jeśli takie macie lub znacie śmiało piszcie.

 

 

  1. Zgadzam się ze wszystkim! Nam najbardziej doskwiera brak sensownego, zdrowego i zróżnicowanego jedzenia dla dzieci – nuggetsy naleśniki to istna plaga knajp przyjaznym dzieciom 🙁 A zaraz na drugim miejscu są zepsute zabawki i wieczny brak baterii (domyślam się, że to nie tylko kwestia kosztów i konieczności ciągłej kontroli, ale także chęć ograniczenia hałasu jaki te zabawki potrafią zrobić). Może po prostu warto takich zabawek w kącikach nie umieszczać?

    Ostatnio odkryliśmy w Teatrze Małego Widza cudowną salę zabaw zrobioną przez Dzikiedzieci – szyszki, kawałki pociętych i oszlifowanych gałęzi, pieńki, drewniane klocki. Restauratorzy mogą skorzystać np z ich pomysłów i przy minimalnym koszcie zrobić coś super świetnego a jednocześnie estetycznego, bezpiecznego i trwałego. Moje dzieciaki były tym zachwycone. To oczywiście tylko przykład, ale pokazuje, że nie trzeba dużych nakładów, aby przygotować fajne miejsce dla dzieci.

    Kwestia zachowania się dzieci i ich rodziców w restauracji/ kawiarni to już zupełnie inna sprawa. Dobrze, że o tym piszecie, bo wciąż za mało się o tym mówi a warto!
    Roszczeniowa postawa niektórych rodziców, traktowanie wszystkiego „płacę wiec mi się należy” bywa przerażająca. Wiem, że niełatwo jest zapanować nad maluchem w knajpie. Sama miewam z tym problemy (moje dzieci są strasznym generatorem hałasu). Ale nie chcę też przez cały czas dyscyplinować dziecka (Co nie oznacza, że dziecko może w takim miejscu robić wszystko na co ma ochotę! O ile mam przyzwolenie na wkładanie paluchów w – swój! – talerz, wstawanie od stołu, nieustanne gadanie i chichranie się, to bieganie między lawirującymi kelnerami czy zaglądanie innym do talerzy uważam już za przesadę). Moim zdaniem właściciele takich miejsc, i wszyscy tam pracujący, powinni mieć dużą dozę tolerancji, jeśli zdecydują się otworzyć knajpę przyjazną dzieciom. Z drugiej strony, wiedząc, jak dzieci potrafią się zachowywać w restauracji, nigdy bym się nie zdecydowała zabrać maluchów w miejsce, do którego przychodzą ludzie wyciszyć się czy zjeść romantyczną kolację.

  2. Kasia

    Hej
    Ja apropo lokali.
    Mama tata i ty zmkniete. Pozdrawiam

    1. compasadmin

      Dzięki Kasiu. Zaraz usuwam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *